Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wśród "samych swoich" - bez zmian

Treść

Jastrzębski Węgiel - AKS Resovia 3-0 (25-21, 25-21, 26-24)
Jastrzębski: Chudik, Pliński, Terlecki, Michalczyk, J. Rivera, V. Rivera, Rusek (libero) oraz Kurian, Wika, Pilarz, Rybak.

Resovia: Gerymski, Kupisz, Szczygieł, Zewołożnyj, Kamuda, Józefacki, Podpora (libero) oraz Pawłowski, Pieczonka, Kozłowski.

Sędziowali Janusz Soból i Sylwester Strzylak obaj z Radomia. Widzów 700.

Gospodarze powtórzyli wynik z Rzeszowa, kiedy w ubiegłym roku podczas inauguracji obecnego sezonu także bez straty seta uporali się z beniaminkiem PLS. W Resovii zagrało aż pięciu byłych siatkarzy Jastrzębia: Sławomir Gerymski, Wojciech Pawłowski, Tomasz Kamuda, Sławomir Szczygieł. Zabrakło jeszcze piątego leczącego kontuzję libero Resovii Piotra Łuki. Jeżeli doda się do tego osoby Jana Sucha, który pracował w Jastrzębiu przez pięć sezonów oraz dyrektora DS Jastrzębskiego Zdzisława Grodeckiego, wywodzącego się z Niska oraz lidera Jastrzębskiego Węgiel wychowanka Resovii Przemysława Michalczyka śmiało można rzecz, że był to pojedynek "samych swoich".

W Rzeszowie po cichu liczono na sensację. Jednak nie doszło do niej. Gospodarze, wciąż aktualni mistrzowie kraju byli zespołem lepszym we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Resovii nie można było odmówić woli walki. Zresztą najdobitniej świadczą o tym wyniki poszczególnych setów. Gospodarze nie mieli z beniaminkiem łatwej przeprawy. Zdecydowanie mniej problemów było podczas wspomnianego już inauguracyjnego meczu sezonu jak w trakcie konfrontacji przed własną publicznością.

Zaczęło się pomyślnie dla Resovii. Po dokładnym nagraniu piłki przez Gerymskiego precyzyjnym atakiem ze skrzydła popisał się Józefacki i resoviacy objęli prowadzenie 1-0. W odpowiedzi skontrował Michalczyk, doprowadzając do stanu 1-1. Kiedy na zagrywkę powędrował Portorykańczyk J. Rivera miejscowi momentalnie zdobyli pod rząd 4 punkty. Resovia miała problemy z odbiorem silnej zagrywki, a co zatem idzie w tej sytuacji nie mogło już być mowy o przeprowadzeniu skutecznego kończącego ataku, chociaż rozgrywający Gerymski dosłownie wychodził ze skóry, aby tego dokonać. Jednak goście nie poddawali się. Po asie serwisowym w wykonaniu Kamudy był drugi remis 6-6. W tym momencie podopieczni trenera Igora Prielożnego wzięli się ostro do roboty. 12-9, 18-13. Taka przewaga mogła zapowiadać łatwy koniec seta na korzyść gospodarzy Nic z tych rzeczy. W końcówce środkowi rzeszowskiej drużyny Kupisz oraz Szczygieł, który po blisko czterech latach nieobecności powrócił do Resovii w końcu znaleźli skuteczny sposób, aby zablokować szalejącego w ataku drugiego pportorykańskiego gracza W. Riverę. Szkoda, że przy stanie 22-21 dla Jastrzębskiego resoviacy spalili się nerwowo. Ostatnie słowo należało już do siatkarzy z Jastrzębia.

W drugiej partii gospodarze praktycznie przez cały czas utrzymywali bezpieczną przewagę, 2-3 pkt. W Resovii dosłownie szalał na parkiecie Pieczonka, który zastąpił nierówno grającego Żewołożnego. Jego skuteczne ataki oraz bardzo dobra zagrywka nie wystarczyły jednak do tego, aby w setach doprowadzić do remisu. Największej jednak szansy do przedłużenia czasu gry resoviacy nie wykorzystali w ostatniej odsłonie pojedynku. Po serii kapitalnych ataków Pieczonki oraz Kamudy podopieczni trenera Jana Sucha prowadzili już 6-1 a następnie 8-3. Po chwili było jeszcze lepiej - 18-10. W tym momencie na parkiecie pojawili się Kozłowski oraz Pawłowski, którzy zastąpili Gerymskiego oraz Józefackiego. Zmiennicy byli mniej skuteczni. Trener Jan Such przyznał, że popełnił błąd ale w poprzednich spotkaniach także dokonywał zbliżonych zmian i czynił to z dobrym skutkiem.

Ze sobie tylko znanych powodów Resovia, mając w zapasie 8-punktową przewagę nagle zaczęła popełniać seryjnie proste błędy. Doświadczeni gospodarze wykorzystali to bezlitośnie. Nawet kiedy goście prowadzili już 24-21 i do pełni szczęścia wystarczyło tylko skutecznie przeprowadzić jeden kończący atak, siatkarze Jastrzębskiego sprawiali wrażenie opanowanych. Zaowocowało to tym, że zamiast przystąpienia do czwartej partii spotkania, w mgnieniu oka był remis 24-24. Ostatnie trzy akcje spotkania to najpierw autowy atak Pieczonki, następnie zablokowanie przez miejscowych w ataku Pawłowskiego i wreszcie kolejny autowy atak wspomnianego Pawłowskiego. Pomimo tej przegranej Resovia zasłużyła na pochwałę, przede wszystkim za ambicję w grze. Jeżeli jej siatkarze poprawią jeszcze aspekt psychologiczny w newralgicznych momentach spotkania, są spore szanse na to, aby w kolejnym spotkaniu - tym razem przeciwko Mostostalowi Kędzierzyn - powracać do Rzeszowa w zdecydowanie lepszych nastrojach.

(MS)
"Dziennik Polski" 2005-01-17

Autor: AB